Siedzę tu, tak, na krześle, wgapiona w ekran monitora i nie wiem, co począć. Jest tyle rzeczy do zrobienia i jak zwykle nie wiem do czego się zabrać, od czego zacząć.
Ale no nic. Trzeba się zmotywować do pracy. Ciąg dalszy porządków w piosenkach i zdjęciach szczególnie.
Wszystkie plany się nagle krzyżują, wiedziałam, że tak będzie! Tak jest właśnie jak się coś na dłuższą metę planuje, a po drodze wypada miliony rzeczy. Więc już niczego nie jestem pewna, jedynie jutra mniej więcej.
Jutro też do załatwienia trochę rzeczy, będę zakładać konto w banku i NIP czy coś takiego. Na razie nic nie mówię, bo może się nie udać. Więc doczekam się środy, a jak wyjdzie to potem piątku. Czuję się trochę odpowiedzialna za to, co sama stworze. Trochę stresu i nerwów jest ale to taka fajna i pożyteczna nauka.
Natchnęło mnie. Chcę coś napisać.
Wspominałam, że książki ostatnio wgl mi nie idą, prawda?
Więc >wiem, że nie zaczyna się zdania od tego właśnie słowa!< uwielbiałam od ostatniego czasu te, które pisała Grochola, kilka poszło gładko. Od jakiegoś czasu męczę się nad tą jedną ''Kryształowy anioł''. Ta jej twórczość, styl pisania o wszystkim i niczym jest nie do zniesienia na dłużej. Bynajmniej takie jest moja odczucie. Jednak nie o tym, nie będę streszczać, polecać tym razem. Chcę tylko coś powiedzieć.
Mianowicie, założę się, że nie ja jedna mam coś takiego, że utożsamiam się z bohaterami książek. Znaczy to, że czuję podobnie, moje zachowanie jest podobne, dzięki temu lepiej się odnajdujemy w tym, co czytamy. Pamiętam wielki napis ze szkoły, z podstawówki jeszcze, wisiał gdzieś wysoko, pewnie i tak nikt tego nie czytał, ale ja zwróciłam na niego uwagę. '' Kto czyta książki, żyje dwa razy ''. Spodobało mi się, a zaczęło się od tego kiedy to w 5 klasie >chyba< byłam chora, nudziło mi się, aż pewnego dnia siostra wypożyczyła mi kilka książek. I tak poszło.
Więc z tej książki, bohaterka ciągle mówi do kogoś, konkretnie pracuje w radiu, gada do mikrofonu, którego czule nazywa 'makrofonek'. Spotkałam się z niejednym przypadkiem, kiedy ktoś pisał w pamiętniku 'kochany', 'mój jedyny', czy coś w tym stylu. Ona robiła podobnie. Jednak nie miała pojęcia, że te jej rozmowy ze swym mikrofonem są nagrywane i publikowane jako nocne audycje w radiu. Rozmowa jak rozmowa, pisana, słuchana, monolog, cokolwiek. Podobnie mam z tym blogiem. Piszę do kogoś, konkretnie bez żadnych odbiorców, ale to mi pomaga. Od ostatnio wiem, że czyta >chyba< to jedna osoba, Kaja. Ona dobrze wie, bo jej pisałam, mam do niej słabość jak do wielu innych osób, nie potrafię odmówić. Chociaż zwykle nie mam z tym problemu. Czy czuję się zatem jakoś inaczej, wiedząc, że słowa te, bzdury tu wygramolone ktoś może czytać? Troszkę, odrobinę. Przecież teraz, zaraz bym to skasowała. Bo szczerze mam na to wielką ochotę, bo wiem, że każde wyżej tu zapisane zdanie nie ma najmniejszego sensu. Tylko ja jedna, sama, w środku czuję i wiem, co chciałam przekazać dokładnie, a czego zrobić mi się nie udało tak jak chciałam. Zresztą jak zawsze. Więc wychodzi, że jestem strasznie krytycznie nastawiona do siebie? Ja to wiem, nic nowego. Nie lubię siebie, po prostu. Od dawna. Wątpię, że kiedyś to zmienię.
Nie bluzgam już więcej.
Jamal jest moim bogiem dziś, wpadł mi w ucho i nie chcę wypaść, no!
Filmu nie skończyłam oglądać, a jako bonus dodam jedno zdjęcie, zrobione z siostrą 6 sierpnia, pamiętam, bo dopiero wczoraj? zgrywałam je i zapisałam datę. Takie byle jakie, no cóż wciąż zbieram na aparat, taki prawdziwy. A klisza wciąż leży gdzieś na dnie szuflady i czeka na swój czas, doczeka się?
+Sory za zbytnią wylewność! baj ;3

Czytam, czytam i żadne bzdury, tylko słowo prosto z serca płynące. :*
OdpowiedzUsuń