poniedziałek, 29 listopada 2010

śmierć

Jak reagujemy zwykle na takie wiadomości? Jedni wybuchają płaczem, inni popadają w depresje, a dla innych to tylko lekki smutek, bo to kolejna osoba. Na pewno nie przeżyłam tej wiadomości z takim szokiem jak tej z kwietnia tego roku.. Nie znałam jej osobiście, ale współczułam mojej siostrze, naprawdę ją podziwiam jak sobie z tym wszystkim radzi. To już kolejny raz. Ten jej upór jest widoczny, to, że jak się zaprze to potrafi wszystko w sobie schować i nie ujawnić tego na zewnątrz. W sumie to mamy ze sobą coś wspólnego. Dziś już troszkę ochłonęłam, wczoraj dla mnie to było szokiem, naprawdę.
Wszystko kręci się jak w kalejdoskopie.
Żyjemy dalej, jedna śmierć więcej to w końcu żadna katastrofa, patrząc z góry na roczne statystyki..



niedziela, 28 listopada 2010

bałagan

Czuję to, że coraz gorzej jest mi się pozbierać. W środku jestem w nieładzie, kompletnie nie wiem jak to poukładać. Nie czuję się nic, a nic zorganizowana, ani trochę ambitna. Wszystko gdzieś uciekło. I to nie teraz, w tym momencie, od jakiegoś czasu jakoś tak. Pożeram wszystko, co spotykam na swojej drodze, brak mi hamulców, czuję się chora. Na zewnątrz okropnie, jak ja nienawidzę zimy, chłodu, szklanki na drodze. Chcę móc znów założyć ukochane tenisóweczki, jakieś spodenki, cieniutkie bluzeczki i jeździć wieczorami na rowerze. Odwiedzać tamten sklep, tamte miejsca, spotykać znajome twarze. Teraz pragnę tylko zapaść się pod ziemię. Na czas trwania tego wszystkiego pragnęłabym móc zasnąć. Obudzić się jak będzie po wszystkim. Ograniczam swoje wyjścia z domu, wychodzę tylko jak naprawdę już muszę. Pocieszam się marcem przyszłego roku, będzie kilka koncertów, na które mam nadzieję uda się pojechać. Nie przepuszczę już kolejnej okazji, przysięgam. Święta są coraz bliżej, a ja nawet nie jestem w połowie świątecznych prezentów. Nie mogę się doczekać jak zacznę znów eksperymentować w kuchni, lubię to, serio.
Cieszę się szczęściem innych. Naprawdę miło jest posłuchać jak szalenie spędzili ostatnią noc.
Jutro postaram się już nie zaspać. Przeżyć magiczne 5 dni, ukochany weekend, potem znów to samo i jeszcze raz i kolejny, kiedy skończą się te męki?



sobota, 27 listopada 2010

ost

No więc dziś dla tradycji, bo niby ostatni weekend przed postem, adwentem? Troszkę jakoś nie czuję się z tym utożsamiona. - a n d r z e j k i - tak zwią. Mogłam, ale nie wykorzystałam tego dnia. Moim dzisiejszym celem było w końcu od jakiś 2 tygodni, wyspać się. Prawie 10 godzin, nie czułam się dobrze i tak.
Chciałam w końcu jakąś sobotę spędzić tak w domu, bo myślałam, że będzie dobrze, że spędzę w końcu ten czas z siostrą, bo ostatnio ciągle się mijałyśmy, ja przychodziłam jej nie było, ona przyszła ja zaraz szłam spać i tyle.
Obejrzałam pierwszy od tak dawna film, odrobiłam zaległości z ukochanym programem Top model, kończę czytać dawną zaczętą książkę, słucham ulubionych nowych piosenek i od razu świat staje się piękniejszy. Z tej radości posprzątałam nawet w półkach, książki, kartki, małe karteluszki, stare gazety do śmieci, cieniutkie letnie bluzeczki poskładane idealnie w kosteczkę na dno szafy, wyciągamy na wierzch ciężkie ubrania, przytulamy się do milutkich w dotyku sweterków, odgrzebujemy stare smsy, przeglądamy zdjęcia. 




piątek, 26 listopada 2010

nielubiane

Rezygnuję. Bo nie mam siły, nie wyrabiam, nie daję rady. Po prostu, nic, a tak wiele, inni przyzwyczaili się za mnie i to ich niby usprawiedliwia do robienia mi ciągłych wyrzutów.
Przywykłam już do tego, że to ja okłamuję bliskie mi osoby, żeby móc np. zrobić coś czego normalnie mi nie wolno. Ostatnie zauważyłam dziwną zależność, to JA jestem ta oszukiwana. Tyle, że spostrzegałam to, nie reagują na to, zostawiam tak jak jest, bo czasem aż głupio rozmawiać o pewnych rzeczach.
Myślałam, że dzisiejszy dzień będzie lepszy, pomyliłam się. Od rana wszystko zaczęło się już układać nie tak jak powinno. Autobus, który uciekł, niemiła rozmowa z samego rana, ktoś próbuje ci wmówić, że nie myślisz, że nie rozumiesz, bo niby jak tak można, podnosi na Ciebie głos, a Ty w tym obliczu stajesz się taka malutka. No i spostrzegasz, że po raz kolejny jesteś nieprzygotowana, łudzisz się, masz nadzieję, która jest tylko dla głupich. Iskierka wygasa i nie ma już cienia złudzenia. Wymyślasz coś, co tak naprawdę nie istnieje, byleby tylko pokazać, że Ci zależy.

Znalazłam moje nowiutkie, świeżutkie ulubione radio. Nie mam motywacji żeby zająć się ściągnięciem zalegających mi w pamięci piosenek.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz obejrzałam cokolwiek w TV, ale wystarczyło, że przeczytałam jeden artykuł w gazecie. Trujemy się każdego dnia, bo niby jak to jest, kiedy każdego ranka wstajemy nieprzytomni. Od razu sięgamy po zbawienny płyn, tak nam się wydaje. 1 łyżeczka kawy na 1/4 szklanki wody, tak dla pobudzenia. Od czasu do czasu wypijemy napój w postaci Red bulla czy Tigera, bo to przecież pomaga, tak mówią. Doda ci energii i nie poczujesz tego zmęczenia. Sięgasz po różnego rodzaju używki, tak dla rozluźnienia i ogólnego lepszego poczucia. Wchodzisz do apteki i prosisz o środki przeczyszczające, jak najsilniejsze, byleby tylko zniwelować ten uścisk w żołądku, bo ambitnie myślisz, że to pomoże ci w odchudzeniu tej części ciała, której tak potwornie nienawidzisz. Masz cele i chore ambicje, nikt o tym nie wie, to taka prywatna tajemnica, zaczynasz o poranku, a kończysz o zmroku kiedy nikt nie patrzy. Tak dla paru chwil poczucia górowania nad rzeczywistością, odprężyć się i odpłynąć ..

Coma <3


środa, 24 listopada 2010

nieogar

Momentami to wszystko naprawdę jest nie do ogarnięcia. Nie wiem, co dzieje się wokół mnie, połowa rzeczy mi umyka. Czuję, że muszę porządnie zregenerować siły i nabrać na nowo energii. Nie wiem jak sobie poradzę jeszcze z calutkim piątkiem. Ludzie do mnie gadają, a ja nie wiem o czym. Widzę coś, ale zaraz potem okazuje się, że to tylko moje halucynacje. Zbieram się resztkami i dotrwam, choćby nie wiem co. Kawa nie działa jak powinna, wszystko leci mi z rąk. Nie odrabiam zadań, wszystko mnie drażni. Trzeba nam wszystkim trochę na dystans.
Ah i trzeba pamiętać, że w życiu nic nie zdarza się dwa razy, więc drugi taki sam wieczór się nie wydarzy. 


  
+





niedziela, 21 listopada 2010

niedowiary

Na wspomnienie wczorajszego dnia, a właściwie to wieczora w głowie mam różne myśli. Chociaż i tak nic nie zmieni faktu, że było zajebiście! Gdzieś od 2 miesięcy było spokojnie, wczoraj znów odkryłam znajomy smak i polubiłam to uczucie, ożyło ono we mnie na nowo. Móc robić wszystko i nie ponieść tego żadnych konsekwencji. Na dworze mróz, ale nawet w cienkich bluzeczkach nie odczułyśmy tego. Dziś znowu chciało mi się śmiać z naiwności innych, a jutro będę myśleć o nich z szacunkiem. To się nazywają sprzeczności, nie radzę sobie z takimi uczuciami. Nie chciałam dziś tych smsów, naprawdę, poczułam się jak ostatnia .., przemilczę to, nie trzeba dopowiadać. Całe 7 dni minęło, jutro czeka mnie kolejny ciężki dzień, pójdę nieprzygotowana, niewyspana, znów z potarganymi włosami. Tej nocy były to tylko jakieś 4 godziny błogiego snu, obudziłam się chcąc krzyczeć z bólu, przejmujący ból w karku, krzyżach, zdrętwiałe kończyny. Ostatnie także dowiedziałam się, że będę musiała usunąć 2 zęby, bo rosną mi nowe *_* haha to będzie mój pierwszy raz, ale póki co o tym nie myślę. I tak kolejny raz dowiodłam, że wystarczy jeden wieczór, kilka godzin, nieznajomi nagle stają się twoimi bliskimi kolegami, z którymi tańczysz, do których się tulisz, a potem cię za to cenią. Ty chcąc być wyżej, stawać w tej pieprzonej hierarchii na kolejnym szczeblu nie wiadomo jakiej sławy, poniżasz się do granic, pragniesz pokazać jak wiele możesz, dla nich to wciąż za mało, pragniesz więcej, a tak naprawdę to studnia bez dna, będziesz wpadał tak daleko, aż w końcu utoniesz i zostanie po tobie wrak, a to wszystko dla paru chwil szczęścia. Spotykamy się z tym codziennie, a tak niewiele osób o tym rozmawia, trzeba żyć chwilą, krzyczą carpie diem! Wszystko rodzi się spontanicznie, ciało podąża, a rozum przychodzi później, o wiele za późno. Dalece nam do tych ideałów, z całym poszanowaniem. 



 

piątek, 19 listopada 2010

nareszcie

W końcu nadchodzi koniec tygodnia, tego takiego szkolnego właściwie.
Jutro się bawimy, może nie na całego, chociaż dostałam wolną całą noc O_o nie wierzyłam, że moja mama tak spokojnie wszystko przyjmie. 
W tygodniu było raczej pogodnie, pozytywnie. Nie narzekam, koniec części pierwszej zbliża się i jestem cała happy ;3
Uśmiech na twarzy przychodzi na wspomnienia ostatnich dni łącznie.
Stare melodie uderzają w sam środek serca, ciężko z nimi.
















 

niedziela, 14 listopada 2010

power

Nie wierzę w dziś, w tą energię, siłę sprawczą. Czuję się jakby nowo narodzona i wcale nie rusza mnie fakt, że jutro pójdą kompletnie nie przygotowana znów do szkoły, mimo, że miałam tyle wolnego, ble ble.
Naprawdę mam powód do radości większej niż cokolwiek innego, bo moim szczęściem jest odzyskanie pewnej cząstki wspomnień. Tamtego dnia powiedziałam sobie, że jestem w stanie zapłacić każdą cenę, że to nie ma większego znaczenia. Moje marne fundusze starczyły, mam ukochanego LG z całą zawartością. Jego wygląd zewnętrzny, cóż pozostawia wiele do życzenia, ale liczy się wnętrze. Naprawdę dotyczy to każdej rzeczy. Już nie tracę czasu, nie popełnię tego błędu drugi raz, nie zwlekam. Każda treść, każde kilka słów budzą wydarzenia na nowo, czuję jakby zdarzyło się to wczoraj i pamiętam nawet każdy szczegół. To wszystko ma niesamowitą wartość. Kocham to! ;3
Po drugie na sobotę przygotowujemy się. Ma być prawdziwa zabawa, bo wspólnie stwierdziłyśmy, że brakuje nam muzyki, ruchu i poczucia czegoś, tej iskry właśnie. I nie obchodzi nas czy uda się kogoś namówić do tego, same też sobie poradzimy. Jutro kolejna rzecz do załatwienia, za dużo okazji przepuściłyśmy, następnej nie damy się. 

 
+ Nasze słitaśne focie w pamiętnej GK (galerii krakowskiej)












































 

piątek, 12 listopada 2010

od

Ostatnio skądkolwiek wracam do domu psst - czar pryska -
Dlaczego ulotność to chwila, sekunda, płomień? 
Ostatnio znów mam w głowie wiele myśli, sprzecznych.
Brak internetu nie pozwalał mi na pisanie czegoś, czegokolwiek. Cieszę się, bo czas ten wykorzystałam na coś, do czego długo nie mogłam się zabrać, trochę porządków i jesteśmy już do przodu z wciąż trwającymi pracami. Dziś po raz kolejny nie wypełniłam do końca swoich obowiązków. Sumienność zanika.
W środę cały dzień byłam na nogach, ale dobrze mi z tym. Szkoda marnować dnia, wstałam już chyba przed 8. I prezenty, nawet kupowania ozdobnych papierów może tak cieszyć. I przypadkowe spotkania i szczerość, która srogo kosztuje. A później Kraków, piękne miasto ale na chwile. Uwielbiam udawać zaciekawienie, zainteresowanie, ale tak naprawdę zupełnie innymi rzeczami. Radość innych z tego była zadowalająca. A czasem trzeba potakiwać i nie pytać o nic, znosić wszystko, bo inaczej nie można. Bo trzeba chcieć, bo muszą Cię polubić. Chcieć to móc. Z biegiem czasu radość prawdziwa przychodzi sama. Naprawdę dobrze się bawiłam. Sweet foteczki itepe. Choć żałuję, że nie mogliśmy podejść do takiego pana i posłuchać jak pięknie śpiewał. Kolejny stosy planów, które i tak nie wypalą, przecież to wiadome. Wtedy czułam się lekko, światła latarni odbijały wszędzie wokół blask, roztaczająca woń specyficznego powietrza, otulająca aura, ciepłota w środku i na zewnątrz, uśmiech na twarzy, ignorantki? Fascynacja i rób co chcesz
Wszystko należy do ciebie. Przekroczyłam linię i mogą się obrazić, ale cóż. Szansa jest jedna na milion.
Dlaczego więc czas nie może odmierzać kolejnych godzin, wszystko musi zaczynać się od nowa? Nie czułam się z tym dobrze, naprawdę. Spotkanie wcale nie było takie jak sobie wyobrażałam, stopnie wtedy akurat miały znaczenie. Zimno nie jest przyjemne. Nienawidzę zimy, mówiłam? 
Lepiej jest z niewiedzą. Im mniej tym lepiej, nie chciałam tego widzieć, to nie była odpowiednia pora, nie miałam ochoty tego słuchać, to zakłócało mój wewnętrzny spokój. I wciąż pytam siebie, dlaczego ja nie mogę? Dlaczego kilka słów, widok osób potrafi wyssać do ostatniej kropli, cząstki całą Twoją energię, zapał. Wtedy mam poczucie, że jestem nikim, że świat jest kruchy jak domek z kart, że wszystko przelatuje mi przed oczyma, że tyle o mnie nie wiedzą, że ja tego chcę, tak bardzo mocno, z całej siły. Zabawa w chowanego trwa. Szukajmy zatem -.
Kłamstwa prędzej czy później wychodzą. Przekonałam się dziś od bardzo dawna, a tak długo mi się udawało. Karty tym razem źle rozegrane, a byłam taka pewna. 
Pewna jest tylko niepewność.
Niespodzianka się udało choć brakowało niewiele. Sprawianie innym radości jest fajne. Jeżeli widzisz, że dzięki tobie właśnie pojawia się na czyjeś twarzy uśmiech. Szczery.
Zaufanie to taka piękna gra.

wtorek, 9 listopada 2010

co chcesz

Nie wiem jak zacząć, jak pozbierać myśli, ułożyć realny obraz tego, co się dzieje. 
To, co zwykłam nazywać kłamstwem tak naprawdę chyba nim nie jest, to troszkę takie jakby mijanie się z prawdą.
Brakowało mi czegoś, ale to coś znów przyszło i uruchamia się po raz kolejny ten sam schemat, no a ja nie wiem czy tego pragnę. Przekonam się po spotkaniu.
Dzisiaj powinno być trochę bardziej refleksyjnie niż zazwyczaj, suche fakty w tym przypadku na nic się zdadzą.


Dziś usłyszeliśmy pewne świadectwo, a właściwie to 2. Dawno się tak nie czułam, niesamowite ciary na całym ciele, łzy w oczach i pełne zainteresowanie. Czułam jakieś powiązanie z tym, co mówili, w pewnym sensie. Dotarło do mnie, że to nasze życie i od nas zależy, co z nim zrobimy. I, że zabawa to jedno, szpan, pokaz, niby akceptacja to drugie. Szkoda mi dzisiejszej rzeczywistości, stopnia zepsucia młodzieży, chociaż sama się z nimi utożsamiam, robię podobnie, bo wszyscy. A dlaczego nie być tą jednostką, wyjątkiem? Dlaczego nie pokazać światu, ludziom, że się da? Pokazywałam to wystarczająco długo, ale wszyscy są tak zaślepieni niby ideałami, że nie zwracają na takie maleństwa właśnie uwagi. To jest smutne, mam tego świadomość. Ale przecież to dziś, teraz w tym momencie, nie pójdziesz na impreze, nie napijesz się, nie zapalisz, nie weźmiesz, nie przeklniesz czy cokolwiek .. jesteś śmieciem, nic nie wartym osobnikiem! Nie ma się, co łudzić, zostaniesz zdeptany, zepchnięty w szczeline, a inni będą się śmiać i bawić w najlepsze. 



sobota, 6 listopada 2010

nawrót

Więc dziś sobota, nie miałam określonych planów. Ale jak wiadomo spontan to jest to, co najbardziej kochamy #3
Nie trzeba wiele słów, wiadomo jaki kierunek. Nadzieja, do której niewielu się przyznaje.
Cieplutko było jakoś w powietrzu. Szum liści i okalająca, wcale niestraszna ciemność.
I tak miło się zdarzyło, dopóki wiatr na nowo nie zaczął dać o sobie znać, a z nieba spływać po trochu krople deszczu. Mając w myślach drogę jaką mamy jeszcze do przebycia poczęłyśmy się zbierać. Ale nie. Są takie momenty, które wbijają Cię głęboko w ziemie. W ciemności naprawdę bardzo ciężko jest rozróżnić postacie. Budowa ciała, wzrost, niewiele w tym przypadku mówią. Czasem przychodzi nieokreślony strach przed czymś nieznanym, ale wcale nie nowym. Jak to jest się zawieść na braku słów i żadnych wyjaśnień? No nieokreślenie jest. Czasem wystarczą naprawdę drobnostki, parę głupich zdań i tak jakoś wszystko wychodzi samo z siebie. Sklejamy kawałek po kawałku i tak dochodzi do umawiania się na kolejne spotkania. Cieszy, ale nie wolno nakręcać się zbyt bardzo. Nie można wiele sobie obiecać, bo inni też nie dotrzymują słów. A czasem wystarczy jak jedna osoba pociągnie za sznurek i lawina, potok zdarzeń pokierują się własnym losem. 
Deszcz znów, zimno. Po co to wszystko? 
Pozostały mi jeszcze 2 dni szkoły i 1 tak jakby. Trzeba je jak najszybciej przeżyć, a potem dalej jakoś wytrwać. 
Jak człowiek pomyśli ile lądów jeszcze przed nim nieodkrytych to aż żal ściska, że może zabraknąć na to wszystko kiedyś czasu. 
Nutka refleksji.
Patrząc na godzinę jaką wskazuje zegar już wiem, że jutro czeka mnie drzemka w kościele, ah uwielbiam to.

  



środa, 3 listopada 2010

po

Dziś już 3 listopad. Wolne od szkoły <#
Obiecanki cacanki.
Odwiedziłam już lekarza, nie lubię kłamać, ale niektóre tematy są trudne, nie mając wcześniej przygotowanej odpowiedzi po prostu musiałam. Zaraz po wyjściu już pożałowałam.
Trzeba poukładać marzenia w jakieś kolejności, od najważniejszych do tych mniej. Raczej bardziej pragnienie posiadania tych paru rzeczy niżeli marzenia. To nastąpi później.
No i tak naprawdę zaraz będą już te tak jakby najważniejsze święta. Reklamy wszelkie, ulotki, gazety, oferty promocyjne - wszędzie czekoladki opakowane w świąteczne motywy, gwiazdeczki, mikołajki, choineczki i masa niepotrzebnych rzeczy, prezenty, prezenty! Doszłam do tego, że i mi sprawia przyjemność ich kupowania, a później obdarowywania nimi bliskich. Tylko szkoda, że w ciągu tych 2 ostatnich miesięcy tyle tego jest, moje oszczędności nie nadąrzają.
Jakoś sobie radzę, czuję się lepiej.
Jest, jest! Będzie pierwsza jedyneczka, kocham takie kartkóweczki ;3
Na moich ząbkach od kilku dni gości coś metalowoplastikowego w środku. Fajnie uczyć się prawie na nowo mówić.
Co do dnia przedwczorajszego to troszkę smutno mi było, ale tylko dlatego, że zeszłoroczny dzień wspominam inaczej. Bardziej magicznie, mimo chłodu i ogólnego stanu. Przynajmniej troszkę nam się poprawiło, porozmawiałyśmy i odkryłyśmy, że istnieją jeszcze jakieś tam osoby, które pamiętają. Bo to, co kiedyś trwale wyryło się w serduszku, pozostanie w nim na zawsze.




+ kilka wersji, bo nie mogłam się zdecydować. 

 

poniedziałek, 1 listopada 2010

święci

W radiu, telewizji, internecie, w gazetach, których jeszcze nie miałam w ręku - wszędzie. Głoszą wszem i wobec, cyferka w kalendarzu krzyczy zapisana na czerwono - 1 listopada - wszystkich świętych.
Nigdy nie mogłam pojąć o co tak naprawdę chodzi. Moje nastawienie, co do tego dnia jest krytyczne. Dla mnie osobiście to jeden wielki cyrk, co roku jestem zmuszana mimo woli, by brać w nim udział także.
Bo dlaczego niby ludzi przypominają sobie tylko raz w roku o innych tak naprawdę? Czemu np 5 kwietnia czy 27 lutego nie zaświecą świeczki na grobach swoich bliskich, nie przystaną, pomodlą się, nie kupią pięknego kwiatka. Same paradoksy. A rok w rok uwielbiam ten akcent z pisaniem na blogach, opisach komunikatorów słynnej kombinacji paru symboli, które mają oznaczać, co? Sama się nad tym zastanawiam. [*] niby zapalona świeczka, potem współczucie, żal, smutek? Niee, nie zamierzać się w to dalej mieszać. Bądźcie sobie śmieszni nadal w tym wszystkim. 
Może kiedyś będzie mi dane poczuć stratę naprawdę bliskiej osoby i wtedy to pojmę.
Póki, co to krzyż na drogę, ale Wam, żywym.