poniedziałek, 2 maja 2011

rude boy

Żeby wrócić do tamtych dni niezwłocznie sięgam po kalendarz, najbliżej pod ręką posiadam ten elektroniczny - w wersji gadżetu dołączonego do każdej komórki. Wracam do miesiąca MARZEC. Sprawdzam wydarzenia zapisane pod dniem 5 a potem 12, bo to właśnie je wspominam z niezapomnianą czcią, energią i miłością <3
Dopiero przedwczoraj zabrałam się do czyszczenia butków zdeptanych w tamten wieczór i noc przez kilkudziesięciu ludzi (kilkaset to byłaby drobna przesada). 
Do dziś zastanawiam się dzięki komu to wszystko. Bo gdyby nie pewna osoba to z taką łatwością nie przyszłoby nam dostać biletów, potem zaoferowanie przejazdu itd. W zasadzie to jest tych ludzi kilka.

05.03 HappySad
Napierający tłum ludzi, kiepska klimatyzacja, i Ci, wieszający się na prowizorycznych drążkach. Mokre koszulki wszystkich wokół, pot, wściekłość, radość, góra-dół, szybko-wolno, przód-tył, POGO! I czuć to wszystko i być w centrum, to było coś <3 Ubikacja, 0,35 wody 5 zł, pełno dymu, hot 13,14, zaparowane lustra, wzrok tych pod ścianą i tych z butelkami w ręku przy barze. 

wersja live  żeby to przeżyć tak jak ma być.

12.03 Grubson
Gdybym miała napisać o wszystkich osobistych uczuciach począwszy od chwili kiedy wsiadłam do busa, poprzez oczekiwanie, niepewność, i tak dalej.. Ręka na przywitania, miliony ludzi, nowych twarzy, cześć, siema, pocałunki, przytulanki 'naprawimy to', rozlany alkohol, odwaga, woń unosząca się w powietrzu, powietrze wdychane do płuc, nieczyste dłonie, godziny mijają, północ, a my trwamy dalej. I rozmowy, wykrzykiwane słowa, by cokolwiek usłyszeć pod naporem głośnej muzyki. 

livee reszty niestety nie mogę pokazać, ponieważ nie udostępniono, ale ważne, że ja mam do tego dostęp

Doceniam te chwile i ludzi, bo wiem, że w życiu nic nie zdarza się 2 razy.

To wszystko we mnie żyję. Kiedy słyszę znajome dźwięki, kiedy odtwarzam w pamięci minuty powrotu, śmiech, dotyk, smak i wracają te godziny. Nie potrzebuję wiele.
W planach było więcej, ale niestety nie zawsze jest okazja, czas no i pieniądze.
Ale to nie oznacza też, że to koniec tego wszystkiego. Dopiero zaczynam, rozkręcam się. Wchodzę w wymiar, o którym zawsze marzyłam, a który dany jest mi przeżyć od niedawna.
RudeBoy
yoł! <3

sobota, 19 lutego 2011

szczęście

Jakiś czas temu często byłam pytana, czy JA jestem szczęśliwa, zazwyczaj odpowiadałam, że bywam.
Dopiero niedawno pytam sama siebie, co to właściwie znaczy, kto lub co powoduje, że się uśmiecham, płaczę z radości, skaczę jak dziecko, tylko dla paru chwil, by poczuć się lepiej - wyjątkowo, nadzwyczajnie, inaczej niż codziennie. Bo codzienność mnie przytłacza.
Ale ostatnio coś się zmieniło. To, że porzuciłam kilka znajomości, a właściwie jedną, docelową. Miałam kilka dylematów, kochane osoby pomogły mi podjąć decyzję <3 Dziś jestem szczęśliwa, że to już zostało za mną, że to tylko wspomnienie, do którego wrócę pewnie jeszcze nie raz, ale nie będę za nim tęsknić. To były dobre czasy, szaleństwo, pierwsze zauroczenie, wybory, robienie na przekór innym, kłamstwa, oszukiwania ale wszystko dlatego, że niby nam zależało, że pragnienie było wyżej niż rozum. To wszystko nas zgubiło.
Poczułam, że wreszcie oddycham pełnią skrywanego powietrza. Wczorajszy wieczór upewnił mnie tylko jeszcze bardziej w tym, że może nie jestem taka zła jak wszyscy próbowali mi wiecznie wmówić, że mogę sprawić, iż druga osoba uśmiechnie się, że będziemy dobrze czuć się w swoim towarzystwie. Tamten czwartek wprawił mnie w zaskoczenie jakiego nigdy się nie spodziewałam, mija rok i nagle zwracasz czyjąś uwagę. Czar pojawia się dopiero gdy zgasną prawie wszystkie światła, kurtyna podnosi się do góry i chwilo trwaj! 
Dawno się tak dobrze nie czułam ;-)

M.P.S.

<3



czwartek, 10 lutego 2011

sen

Wybija północ. Wiem, że jutro mogę znów się nie obudzić i przegapić coś cennego. Czekam na te piękne sny, co poprzedniej nocy. Niekiedy nie udaje mi się tylko rozgraniczyć tego, co zdarza się tam, a co na serio. Chciałabym żeby ludzi byli tacy naprawdę, jak ci wyśnienie. To na plus, że zawsze otrzymuje to, co chce.
Kiedy szukam czegoś idealnego pod mój nastrój, to w radiu akurat cisza. Mimo, że tematów jest mnóstwo to żaden nie odpowiada.
Żyję nadzieją, że tych wolnych dni jest jeszcze więcej niż mi się wydaje. Nie chcę powrotu do rzeczywistości, wyścigu, pogoni za czasem. Chcę móc wszystko, leżeć, nudzić, tańczyć, rozmawiać, spędzać upojne noce z muzyką w tle, telefonem pod ręką, czuć zapach powietrza, która wkrada się do pomieszczenia kiedy tylko otworzę okno, pragnę oglądać niebo z milionem gwiazd i wiedzieć iż to oznacza super pogodę drugiego dnia. 

Minęło już tyle od nowego roku. Zaczęłam go bez nadziei, bez planów, obietnic...

16.01.
Kraków. Dla mnie nijak magiczny, nie wiem, to przez pogodę? Dobrze było, póki po mojej myśli. Potem mój humor i entuzjazm wywiało gdzieś daleko. Nie przeliczę tego dnia kalorii. Ale podsumowując po męczącym poranku i powrocie i tak było super!

















22.01.
Koncert FARBEN LEHRE. W zasadzie dosyć spontaniczny, bo nie miałyśmy pojęcia ani jak będzie to wyglądać, ani co to będzie. Udało się! Było świetnie, to nic, że buty prosto do wyrzucenia, ale warto było coś takiego przeżyć i to z tak wspaniałymi osobami <3  Zdjęcia nie udało się zrobić, bo aparat nas nie chciał słuchać. Drugiego dnia myślałam, że nie wstanę z łóżka, poczułam dosłownie każdą część swojego ciała dobitnie, odebrałam to jako dobrą lekcję wfu ;-)









Jutro - Farben Lehre







28.01.
Równie spontaniczny pomysł, bo dowiedziałam się o nim niecałą godzinę przed wykonaniem. Miło było znów odwiedzić stare mury, mimo, że było już po wszystkim. Tylko gdzie ta atmosfera? Znani i lubiani. Każdy uśmiech, słowo, gest coś oznacza. To nas już nie obejmuje, ale nic nie zmienia faktu, że kochamy to miejsce.




30.01.
Mogłam rozkoszować się pierwszym dniem wolności. Druga lekcja wfu. Snowboard. Pierwszy raz, 2 upadki, uważam, że wcale nie poszło mi tak źle. Fajnie było i nawet to polubiałam ;-) 


4.02.
Nie poddałyśmy się, a nawet kiedy zwątpienie przychodzi dość szybko to zawsze ma się jeszcze te ostateczne deski ratunku. Ale wtedy nijak one nawet nie pomogły. 
KAMELEON - my też się zmieniamy jak i on. W jeden wieczór stracić tyle pieniędzy to jakiś obłęd :O 
Ale poznałyśmy zajebistego zielonego olka, on dla mnie zawsze nim będzie. ;d
Zjadłyśmy, napiłyśmy się, tańczyłyśmy, więc i tak było dobrze. Będziemy tam jeszcze nie raz i będzie stokroć lepiej <3  ale co jeśli nie ma pana bezzębnego i tego, która stawia tyle piw ;c 


06.02.
I bardzo dobrze. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy wyspałam się w niedziele. Ah kocham tego pana, któremu niewiele brakowało żeby na nas nakrzyczał jak to się zachowujemy ;>





AC/DC - You Shook Me All Night Long


Najlepszą obroną jest atak. Niezmienna prawda. Jestem zmęczona... i padam na twarz.

piątek, 4 lutego 2011

ważność


3.02
Jeśli mowa o jakiejkolwiek rzeczy, która straciła swą ważność, przydatność to dla mnie nie istnieje. Są jednak takie, które pomimo to szanowałam i celebrowałam do końca, skrywałam potajemnie na dnie szuflady i czekałam aż nadejdzie ta wielka chwila.
Dziś wieczorem nadszedł ten czas. Pierwszy raz świadomie, drugi raz w życiu. Nie jestem na siebie zła za te męki, wyczekiwania, cel uświęca środki. Im dłużej czegoś pragniemy tym radość z tego potem jest jeszcze większa. Jestem młoda, owszem, ale nigdy nie wierzyłam w te steki bzdur, od ludzi którzy ostrzegali. A teraz jest źle, bo chcę jeszcze i jeszcze i bez końca! Nie chcę kłamać i to wtedy kiedy czuję zupełnie coś innego.
Taa i jutro będzie pięknie. Chwila ma trwać wiecznie, a świat się nie kończyć. Kolejne wydarzenie odnotowane w pamięci, na kartce, na dysku, gdziekolwiek. 
Ferie. Tydzień zleciał jak oszalały. Zawsze imponowała mi ta niezależność, brak czasu, życie w biegu, cieszyłam się kiedy robiłam coś ponad swoje siły, kiedy walczyłam by zdążyć. Znowu obietnice, składanie sobie przyrzeczeń, że nadrobię wszelkie zaległości ale to jest gorzej niż nierealne. 
Jest   P R Z Y J E M N I E   C  U D O W N I E    i wgl kocham to!

Czasem dusimy się jak w klatce, nadchodzi moment kiedy zostaje nam otwarte jedyne możliwe wyjście, maleńki otworek, dokładamy sił i starań by UWOLNIĆ SIĘ.






wtorek, 1 lutego 2011

czasem

Czasami myślę, że już się nie pozbieram. Że nie dam rady ogarnąć tych wszystkich dni w całość, że i tak kiedyś o nich zapomnę. Przez kilka ostatnich tygodni próbowałam wygrać z czasem, chciałam go przechytrzyć - nie udało się. Często ludzie wyrzucali mi na co to wszystko, po co się staram jak to i tak na chwilę, po co te głupie zdjęcia, filmiki, po co uwieczniać chwile skoro i tak miną, przyjdzie coś nowego, kiedyś wszystko ulegnie całkowitej zmianie. Nie żałuję tej straconej teraz przeszło godziny, którą miałam poświęcić na opisanie tu ważnych dla mnie rzeczy, zrobię to jutro?  Ten śmiech, łzy radości uświadomiły mi, że to wszystko nie idzie na marne, podniosło mnie to troszkę na duchu, choć wiem, że jutro znów będzie normalny dzień, zdążę pokłócić się jeszcze z niejedną osobą niejeden raz, nakrzyczę na kogoś, będę udawać obrażoną i przestanę się odzywać, bo to jednak gdzieś tam leży w mojej naturze. Niekiedy mówię, że nie chcę, że to strata czasu, pieniędzy i tak dalej, ale uśmiecham się potem, bo wiem, że to wszystko nieprawda, że to były tylko wymówki, marne zresztą, bo co jest w życiu piękniejszego i cenniejszego niż wspomnienia? 

Coldplay - The Scientist 

 

 

niedziela, 2 stycznia 2011

jeszcze raz

Moim planem na dzień wczorajszy było odespać to wszystko i spojrzeć jeszcze raz, bardzo realnie. Zamiast tego zasnęłam dopiero o godzinie 20. Rano nie wstałam,  za to podczas mszy jak zwykle myślałam o zupełnie nieprzyziemnych rzeczach. Nie mogę nadal skojarzyć połowy faktów, nie wiem, co do czego, nie rozumiem pewnych zdarzeń, chciałabym to poskładać w całość i dowiedzieć się jak było naprawdę. Dawno tak bardzo nie pragnęłam tego, a niektóre rzeczy mam wielką ochotę powtórzyć, oby była okazja, oby! Czasem to mi się śmiać chce, fajnie, że jest taki magiczny płyn, które na godzinkę, dwie pozwala stać ci się zupełnie inną sobą ;-) Dobrze jest słyszeć te wszystkie miłe rzeczy, które do ciebie mówią, a które szybciutko każdy zapomni. Bliscy dziś, jutro zupełnie obcy. 

+ jedno jedyne, które zgarnęłam, dzień 'wigilijek klasowych'



sobota, 1 stycznia 2011

sylwester

Noc krótka, jedyna w roku, wyjątkowa. Bynajmniej powinna. O nie, tej nie zapomnę na pewno. Było ciężko, ale dałyśmy radę ;d 
Kocham ten stan i jednocześnie go nienawidzę. 
Gubię się już tylko w tym wszystkim. Nie wiem, co jest prawdą, co wytworem wyobraźni, albo niepewnym dopowiedzeniem z czyichś ust. Ale było dobrze. Są rzeczy, na które nie można zebrać się w sobie od bardzo długiego czasu,  planuje się, a potem i tak nic z tego nie wychodzi. W ciągu paru minut Twoje życzenie zostaje spełnione, nie potrzeba wielu słów. Wystarczy lekkie skinienie, za porozumieniem obu stron i wchodzisz w układ. Nie chciałam widzieć pewnych rzeczy ale mimo woli uczestniczyłam w tym wszystkim, to łączy, spaja i w momencie rodzi się odpowiedzialność zbiorowa. 
Żyjmy chwilą, mówią.


Słyszycie? Północ już bije,
Rok stary w mgły się rozwiewa,
Jak sen przepada...
Krzyczmy: Rok Nowy niech żyje!
I rwijmy z przyszłości drzewa
Owoc, co wiecznie dojrzewa,
A nie opada.

Rok stary jak ziarnko piasku
Stoczył się w czasu przestrzenie;
Czyż go żałować?
Niech ginie! bez łzy, oklasku,
Jak ten gladiator w arenie,
Co upadł niepostrzeżenie
Czas go pochować (...)

Adam Asnyk






+ w końcu je dostałam ;-)