sobota, 12 grudnia 2015

życie innych

Czy też tak macie? Że wolicie żyć życiem innych, ich sprawami, problemami, troskami?
Przesiąkacie tym, byle tylko nie skupiać się na własnych..
Jesteście ostrożni, pytacie tylko o to na co przyzwalają..

Czasami nie znam ich bardzo,
spotykam raz, czy dwa,
postacie znam z internetu, blogów,
ale czuję, że w jakiś sposób są mi bliskie.

Czasami się rozumiemy, nie używamy zbędnych słów.
Czasami tylko muzyka.

Patrzę na przechodniów ja, patrzysz Ty.
Patrzę na ludzi w pociągach
Patrzę na nich w sklepie
Obserwuje ruchy, gesty
Zastanawiam się co czują,
co by chcieli powiedzieć.

Ustalam sobie nowe historie i biegi wydarzeń, w głowie.
Wielka wyobraźnia, mała moc spełnienia.

 

Rebeka - Hellada

 

 

 

 


 

 

sobota, 28 listopada 2015

starocie

Zanim zaczęłam pisać włączyłam muzykę.
A zaczęłam pisać jak to zwykle bywa spontanicznie.
Mam tylko nadzieję, że za kilka sekund znowu nie skasuję tego wszystkiego.
Bo przecież to wszystko wychodzi z mojej głowy, a więc w jakimś stopniu jest na pewno prawdziwe.
A prawda jest ważna.
Nie można kłamać, oszukiwać.
Oszukiwać samą siebie - najgorzej.
Nieporadne myśli po raz kolejny
i po raz kolejny wracanie do przeszłości.
Po co w dalszym ciągu wypełniam te wykreślanki, które przypominają mi wakacje.
Po co myślę o osobach, które były kiedyś obecne trochę we mnie, a teraz nie ma ich wcale.
Piękne chwile..
niech sobie nimi pozostaną.

Czy ktoś z Was niewidzialnych czytelników miał kiedyś chociażby przez ułamek sekundy w swojej głowie myśli o tym by stracić pamięć? Mieć nowy czyściutki dysk pamięci, który na nowo zapełniał by się pięknymi i gorzkimi chwilami. 
Ja marzę o tym cały czas, im więcej czasu mija tym coraz intensywniej.

Kilka dni temu zaczęłam czytać książkę o porządkowaniu, układaniu, rzeczy w szafie, mieszkaniu i swojej głowie. By wyrzucić to, co niezbędne, oczyścić się. Robię tak cyklicznie, wyrzuciłam już mnóstwo stert papierków, liścików, które zawsze miały dla mnie wartość sentymentalną, uwielbiałam czasami siadać, z lampką wina, czy też bez i czytać i wspominać i sprawiać sobie znowu wielki ból. Więc stawiałam co jakiś czas temu kres - wszystko do śmieci.
Zamiast żyć teraźniejszością, ciągle się cofam, pewnie dlatego nie czuję się ani odrobinę szczęśliwa, nie potrafię otworzyć się za bardzo na nowe znajomości, takie dłuższe. W chwilowych jestem mistrzynią.


Dziwny czas. Zamiast butelki, lub kieliszka jakiegoś procentowego zmieniającego świadomość napoju, mam obok siebie kubek z herbatą. Czasami potrzebuję chyba takiego odwyku. 

Chciałabym uronić parę łez ale to chyba też jeszcze nie ten czas.

 Duszę się, czuję to coraz bardziej. Muszę znaleźć nową przestrzeń, taką w której nie będę czuła się zbyt bezpiecznie, ale też wiem, że wtedy będę miała ochotę by właśnie poznawać wszystko nowe wokół i będę jej szukała, będę czuła się znowu wolna, czuła zimne powietrze uderzające prosto w twarz, ale będę przy tym chciała się uśmiechać.


Czy to jest właśnie ta moja wymarzona wolność? To pytanie zadaje sobie ostatnio coraz częściej i częściej i mam mnóstwo wątpliwości co do tego.


 

niedziela, 30 sierpnia 2015

wolność kocham i rozumiem

Wolność i niezależność
nie muszę się tłumaczyć
robię co chcę, kiedy chcę
alkohol o poranku
spontaniczne wycieczki
spontaniczne noce
w międzyczasie patrzę na tą chudszą niż kiedyś niepomalowaną twarzyczkę w lustrze
patrzę i widzę jak chcę za wszelką cenę się zniszczyć
chce poczuć upadek
być tam na dnie
może nie aż takim
ale takim jak w książkach
filmach
poczuć to życie
poczuć te kilka sekund, minut, godzin, dni
ile zostało ich do końca?
przekładane za każdym razie badania
kto wie

kto to zrozumie?
czasami nawet sama siebie nie mogę
czasami częściej niż normalnie
czasami coś ma sens
a czasami nie
im starsza tym głupsza
tym inne pomysły w głowie
duszy ciele

hej! obudź się księżniczko

















® Wszelkie prawa zastrzeżone! 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

powrót

Powrót bo.. jest mi smutno, jest mi źle. 
Nie, to nie tak.
Mam kaprys, mam taki humor, że chcę coś naskrobać, wyskrobać, przeskrobać. Rodzina wyrazów mnie kocha. Tylko taka rodzina.
Chciałabym być...  księżniczką, jestem smarkulą, niedojrzałym dzieckiem z dojrzałymi momentami, udław się chwilami.
Czuję się jak.. zaklęta, w jakimś animuszu poczęta.
HA HA, śmieję się z samej siebie, bo z kogo by to innego.
Jestem dziwna, ale lubię dziwność.
Jestem inna, inność w modzie. Pożądana. Jak panna, jak marionetka w życiu 
jak w bajcie, zamku na piasku, podniebnym maratonie.
Pierdółki. 
Jeszcze będę się z tego śmiała.






poniedziałek, 16 lutego 2015

roztargnienie

Pisząc zazwyczaj poszukuję jakiegoś utworu, który pomoże mi wyrazić to, co chciałabym napisać. Jednak ostatnio mam z tym problem, obiecałam sobie bardziej celebrować chwilę, a tymczasem znów pędzę nie wiadomo za czym. Tęsknie potwornie za pisaniem. Moje stare przyzwyczajenia, opisywanie dni, ważnych momentów przestało być moją czynnością docelową. Mam zdjęcia, na razie to one pełnią funkcje nadrzędną. 


Ten oto niedokończony wyżej post znalazłam w wersjach roboczych z 2013 roku.
Dziś jest rok 2015.
Ostatni post opublikowany w 2012.
Miałam wiele blogów przed tym, każdy oznaczał jakiś rozdział w moim życiu. Okres buntowniczki, nastolatki, dorastającej, wszystkie problemy opisywane w sieci. Dlaczego właśnie świat wirtualny? Bo brak takich rzeczywistych osób, "powierników" w codziennym życiu? Pytam, a odpowiedź pewnie znam tylko ja, więc prościej zapytać samą siebie.
Wracając, to właśnie co napisane na samej górze, pomimo, że minęły prawie 2 lata, to wciąż aktualne. To samo mogłabym napisać 5 minut temu. Niewiele się zmieniło.
Głupia ja. Oczywiście, że wiele się zmieniło. Za jakieś 2 miesiące będę miała to podobno magiczne oczko. Będę mogła już przyznawać się oficjalnie, że mam 21 lat. Niektórzy uważają przyznawanie się do wieku za jakiś wielki wstyd. Ja tego tak nie odbieram, nie czuję się ani staro, ani młodo. Uważam nadal, że mam na wszystko czas i że wszystko mogę robić niezależnie od wieku. Metryka u mnie nie gra roli. 
Pisałam o muzyce. Tymczasowo tkwię w jej braku. Cisza? Nie, to też nie to. Słyszę szum oddychającego z przegrzania laptopa. Słyszę to "stukanie" na klawiaturze. Czasami słyszę jakieś odgłosy za oknem. W kolejnym od niespełna 4,5 miesięcy trzecim mieszkaniu. Nie mogę w tym roku znaleźć sobie miejsca, wszędzie mi źle. Niedługo pewnie pora będzie znaleźć i to czwarte, nowe, lepsze. Może w końcu spróbuję zacząć żyć z ludźmi, a nie obok nich. Przechodząc nieraz bez słowa, wychodząc bez słowa, odchodząc bez pożegnania. 
Czuję pewnego rodzaju ulgę, że mogę zająć się czymś w pewnym stopniu pożytecznym. Nie lubię pisać jeśli narzuci mi się jakiś temat, takie moje wolne rozmyślania jak to są pewnego rodzaju terapią dla mnie. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi. Przecież robiłam to już kiedy miałam te 13, 14 lat, więc teraz powinnam to teoretycznie kochać, ale tak nie jest. Ciągle znajdowanie sobie innych zajęć, bezproduktywnie wyczerpujących czas do maksimum. Zasypianie z telefonem w ręku, w ubraniu, z makijażem, z pustą butelką lub kieliszkiem obok. Boję się coraz bardziej, że coś ze mną nie tak, że pogrążam się jeszcze bardziej w lęku, samotności zamiast odbić się od dna. Realne odbicie miałam przez jakieś 3 miesiące, przez pewnego Pana, którego imienia nie chcę już używać. Z którym nawet nie potrafię już rozmawiać, przy którym czuję się obco, a jeszcze jakiś miesiąc temu bliskość ta wydawała się czymś zupełnie normalnym i naturalnym. Jest mi smutno, przykro, czuję się rozżalona... Chyba nigdy nie przestanę narzekać. Ale co mi tam, przecież mogę, tutaj zawsze.
I... chyba do tego wrócę.
Czuję się tu dobrze.
Jak w domu. Chociaż nie wiem co to prawdziwy dom.
Ale nie chcę o tym myśleć.
Nie teraz.

Kilkanaście minut po północy. 
Zaczął się nowy dzień.
Niech będzie dla mnie łaskawy... proszę.