niedziela, 31 października 2010

lepiej

Czasami aż wstydzić się trzeba za własne myśli. Ciekawa jestem czy tylko ja mam tak, że zawsze w najmniej odpowiednim miejscu zaczynam sobie w główce roić różne paranoje. 

Zniszczyłam sobie moje ukochane tenisówki dziś, weszłam do jakiegoś bagna przez przypadek, ups tak to jest poświęcać się do zdjęć -.- 
wgl to wkurza mnie jeszcze to, że ps tak wolno chodzi, że cały komputer się ścina, że ostatnio net ciągle się rozłącza. Są rzeczy, na które nie da się poradzić nic.
Dodatkowo niemal cały dzisiejszy dzień rozmyślałam nad tym, czy zrobić krok do przodu i podjąć decyzję i odezwać się pierwszej. Na szczęście moje lub też nie, wątpliwości szybciutko zostały rozwiane, bo wspominałam, że jestem bardzo ciekawska i czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce. A taki, że mnie szpieg internetowy, że przechadzam się i tu i tam i tak wyszło. Mam jasną sytuację, przynajmniej na jakiś czas. Po prostu wierzę, że takie przerwy dobrze robię. Jeśli nie ma się długo czegoś, co zwykle dostawało się za skinieniem palca, to kolejnym razem radość jest podwójna.


+




















+ uwielbiam takie cudeńka -. ;3

sobota, 30 października 2010

zawsze

Zacznę od piosenki wobec tego, żeby się tak milej czytało. 

Jak to zwykle bywa nie wiem, co dalej. Jakoś kiedyś było łatwiej, kiedy nikt nic nie wiedział. Czary, magia, a po wyjściu na zewnątrz hałas codzienności. 
Podobno trzeba cieszyć się długim weekendem, wolnymi dniami, wiadomo - od szkoły. Ja nie mówię, że nie. Mnie to bardzo cieszy ;-)
A byłoby jeszcze milej, gdyby nie powrót dzisiejszy ukochanego tatusia. Wszyscy byliśmy zgodni, co do tego, że ten prawie cały miesiąc bez niego, był spokojny. Mogliśmy odpocząć. Dziś już mogłoby mnie tu nie być, gdybym nie musiała, nie miała obowiązków itd. 

 
 Trzeba kojarzyć. Trzeba rozmawiać, wiedzieć. Ale czasami ta niewiedza też jest potrzebna, moja ciekawość momentami mnie irytuje. 
Próbuję być miła, naprawdę. 
Najpierw czegoś mocno chcę, a zaraz kiedy zabieram się do tego tak źle mi to idzie. 
Piszę, bo wymusiłam to na sobie, a tak naprawdę chodzi chyba o to, że czas wrócić do starych przyzwyczajeń. 

____

Wobec tego zacznę jeszcze raz. 
Gdyby w życiu nie spotkały nas też i te złe chwile, gdybyśmy nie zdobyli przykrych doświadczeń, gdyby nie było też chwil szczęścia, rozczarowań i wszystkich innych uczuć, to byśmy nie żyli naprawdę.
Więc przypadkiem coś widzę, tak jakoś robi się smutno. Nie dlatego, że tęsknie, chociaż może troszkę. Każda chwila jest jakiegoś swoistego rodzaju przeżyciem, jedne chcemy jeszcze raz, o innych wolelibyśmy zapomnieć na zawsze.
Przepraszam, nie mogę, nie daje rady. To jest zbyt silne, chwile zbyt kruche, ulotne. Za dużo wszystkiego. Nie potrafię skupić myśli.

+ dalsze. 



sobota, 23 października 2010

myśli

Siedzę i się zastanawiam. Czego właściwie pragnę, do czego dążę. Czy to, co robię wypływa prosto ze mnie, czy jest czyimś wymysłem. Jako istoty żywe możemy odczuwać. Mam ambiwalencje.

Bardzo długo nie było mnie ani tu, ani tam, ani nigdzie. Dziś jest 23.
I co? Jestem w domku, czasami wychylam głowkę za okno i rozkoszuje się tym ciepłym wietrzykiem, nareszcie poczułam jesienne powietrze, a kiedy wyszłam i stanęłam wysoko na schodach, to poczułam jak włosy wirują mi dookoła głowy. Jest pełnia, jest pięknie. Wymarzona pogoda, dzień wyśniony. Miał się zdarzyć. No ale to, co piękne nie jest prawdziwe. Mogliśmy tylko marzyć. Po prostu miło było się dowiedzieć, jak cudownych mamy kolegów, jak każdy ma na każdego wysrane. Od kilku dni żadnej wiadomości i dobrze. Teraz moja kolej, teraz zatańczymy wspólny taniec jak ja zagram. Potrafię mówić NIE, ale uczucie żalu w stosunku do kogoś, litość, działa na mnie.

+ Hot Chip - Crap kraft dinner 

Żle jest kłamać tylko dlatego żeby mieć święty spokój. Żeby nikt nie pytał, nie dręczył. Chciałam pokazać światu na, co mnie stać. Póki, co stoje przed nim naga i czekam na rozwój wypadków. Może akurat pałeczka uderzy, świat zadrży w odpowiednim momencie. Marzenia się spełnią. Naiwność zniknie. Już nie będziemy czuć się podle.

 

+ Plain White Ts - Hey There Delilah

 13.10

Obejrzałam w końcu STREET DANCE. Troszkę się zawiodłam, jakoś bardziej przypadł mi do gustu Step Up 3. 

Tak nawiasem mówiąc taniec sobie odpuściłam. To już kolejna rzecz i daje sobie kolejny rok. Nie wiem czy się uda. Będę pracować, ciężko, tylko tak można coś osiągnąć. No i wytrwać w tym wszystkim. Wlepić przyzwyczajenia i koniec.

Troszkę zimno i ciemno było, ale miło. Fajnie byłoby mieć wtedy kogoś u swojego boku.

14.10 

Przeżyłam ostry nawrót wspomnień. Chwile, miejsca, prawie wszystko takie same, takie nasze i znane. Nie odpuszczę, bo tęsknię ..

 + Romeo & Juliet - She will be loved

16.10

Ślub, wesele. Miłe wydarzenie, nawet bardzo. Dobrze patrzeć na szczęście innych, to daje w pewnym sensie jakieś pocieszenie. Jakoś odechciewa mi się jednak o tym pisać, muszę to podusić chwilkę w sobie chyba, chociaż to żadne rozwiązanie.

Może jakieś zdjęcia dodam, ale nie dziś. Nie mam już siły.

___

No a potem to był już calutki tydzień nauki. Pierwsze sprawdziany, odpowiedzi przeżyłam, choć jeszcze nie wiem z jakim skutkiem.

+ buuutki ;3 może namówię na nie mame. lub te -

 

 

 

 

 



 

piątek, 15 października 2010

ślub

Jutro nie wiem, co to będzie. Ale mój drugi ślub w życiu. I jedzenie, znów oł noł! 
Jak przeżyje to będę szczęśliwa.
A przyszły tydzień to taka wielka kupa i już nie wiem jak do niej się dobrać.
Nie będzie miło, na pewno. 



+ Jestem tam, jestem! Wyszłam głupiutka ale to nieważne.

























a czy plan sobotni wypali ciągle nie wiemy ;c musi się udać, musi!
to byłoby spełnienie marzeń ;3

czwartek, 14 października 2010

znów

Znów to samo, to samo! Cholera, jestem na siebie taka wściekła, taka zła, że zaraz nie wytrzymam. Wszystko we mnie rozrywa się na kawałki. Bo ile razy można sobie obiecać, ile razy można na sobie polegać? nie da się! W dodatku ta pamięć, której właściwie już nie mam. Tracę ją powoli, no bo jak można zapominać najprostsze rzeczy? A nikt mi nie wierzy, no bo po co.

Wiem jedno, jeśli nie zmienię swojego podejścia, chorych przyzwyczajeń to na pewno nie będę miała łatwo. Nic nie pójdzie jak z płatka, bo to już nie to samo. Tyle wiem sama, resztę trzeba mi dopowiedzieć. Choć wolałabym jej nigdy nie słyszeć.

Mówiłyśmy sobie, że się uda. Nie dopuszczałyśmy myśli, że może być inaczej. Ludzie milkną, to swoją drogą. Liczą tylko na korzyści. 
Kilka dni temu, po tym jednym smsie powiedziałam sobie, że już znudziło mi się bycie tą drugą, która zawsze jest na telefon, która daje tylko korzyści. Poniża się jak może, by dawać szczęście komuś innemu. Ale ta osoba nie może pojąć, rozróżnić fizyczności, od tego psychicznego czegoś, rozmowy choćby. Czasami trzeba się poświęcać, takie małe przekupstwo.

I źle mi też z tym, że prawie nic w tym tygodniu się nie udało.
Że ciąży nad nami jakieś fatum i nie możemy złamać reguł.
Nawet wkurza mnie to, że prawie okazało się, że koncert stoi pod wielkim znakiem zapytania.
Że chyba brak biletów.
Że chyba nikomu się nie chce.
Że nie mam czasu skończyć czytać książki i zacząć nowej.
Że piosenek ściągnąć nie mogę.
Że zepsuł się telefon i nic nie odzyskam.
Że na jutro nic nie umiem.
Że znów się obżarłam tak, że nie mogę.
Że, co niby z moimi ćwiczeniami?
Że tańczyć mi się chce.
Że mam ochotę na jabłko, ale nie mam siły po nie sięgnąć.
Że znów otacza mnie ciemność.
Że robi się coraz zimniej.
Że nie lubię zimy.
Że czuję się źle, nie wiem czemu.
Że zrobiłam wszystko byle jak i na ostatnią chwilę.

Dlaczego doba nie może mieć więcej godzin, a czas mijać powoli? Dlaczego sny są lepsze niż rzeczywistość?  Dlaczego tak ciężko dogadać się z ludźmi, przekonać ich do czegoś? Dlaczego różnimy się poglądami? Dlaczego kawa jest czarna, a nie biała? Dlaczego zima, a nie lato?

Szlag, kurwa, pierdolmy to, mamy rację ;<

Ogarnęło mnie wszystko, bo odwiedziłam dziś tamten budynek. Zobaczyłam ludzi, minęłam korytarze, schody. Choć było jakoś tak pusto, to jednak poczułam, że to nasze. Ta podłoga, te mury, to wszystko. Dotarło do mnie po raz kolejny, że to już nigdy nie wróci. Nigdy już nie będzie tego. Wszystko się skończyło, każdy widzi zmiany, każdy widzi w nich dobro. Jestem jakoś sceptycznie nastawiona. Uśmiechałam się jak mogłam, nawet szczerze. Bo tam było dobrze, tam byliśmy my - wszyscy. Teraz nie ma nikogo, nasze drogi wspólnie nigdy się już nie spotkają. Każdy wyruszył w swoją drogę, może spełnia właśnie ambicje rodziców, a może dostał wolną wolę i kroczy wybranym przez siebie torem. Nigdy nie dowiemy się już nic o tamtych osobach. Słuch gdzieś po nas zaginie. Nikt nie będzie pamiętał. 
Wspomnienia trwajcie przy mnie. Jesteście najpiękniejszym darem jaki otrzymałam. Równe 3 lata spędzone wspólnie <4


 

poniedziałek, 11 października 2010

pustka

Miło było dziś wrócić do domu, pustego od tak bardzo dawna. 
To nic, że znów od początku zaczynam wszystko olewać, choć obiecałam sobie, że tym razem wezmę się ostro do pracy. 
Przysięgłam też sobie, że tego tygodnia nie mogę zmarnować. Bo nic nie zdarza się 2 razy. 
Dobrze wiedzieć, że ukochany tatuś wyjechał na prawie miesiąc. Przez telefon jego głos wcale nie brzmi tak strasznie. Odnotowałam dziś właśnie chyba najdłuższą w moim dotychczasowym życiu z nim rozmowę - ponad 6 minut, aż sama się sobie dziwiłam. 
Jesień miała być fajna w tym roku, chciałam ją wreszcie poczuć, nacieszyć się tymi pożółkłymi liśćmi spływającymi po betonowym chodniku. A tu niemiła niespodzianka. Chłodne powietrze, poranne mrozy, nic, a nic nie daje mi satysfakcji. Wieczory są okropne, nawet ruch na rowerze nie rozgrzewa już jak powinien. Nie widzę tego światła nocą, mgła, ciemność, więc szybciutko zasuwam rolety, żeby nie robiło mi się przykro.
Jednak są jeszcze zdarzenia, osoby, którą pozwalają mi się uśmiechać. No i plany, które dają mi chęć, by przeżyć choćby głupią nadzieją. Chociaż wiem, że tak nie powinno się robić. Mało czasu, czasu coraz mniej, wszystko się zbliża, cieszymy się i nie, czekamy na szczęśliwy end.



piątek, 8 października 2010

upadek

7 -, które podobno czasem bywa szczęśliwe. Dla mnie okazało się dniem porażki, bo poczułam, że straciłam bardzo wielką część wspomnień. Coś, czego nie da się przywołać od tak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Przeżyliśmy razem prawie 3 lata. Przeżył wiele upadków, ale tamten był śmiertelny. To on go zabił. Chciałabym usłyszeć, że jest jeszcze jakiś ratunek dla zdeptanych dusz, ale drugiego życia nie dostaje się w pakiecie. Nawet tym miesięcznym. Nie mam siły już do tego, starałam się o tym nie myśleć, ale czuję jego brak wszędzie. Nie mogę znieść ciszy, pustki. 
  To był dzień naszego rozstania. Nikt tego nie pojmie, tego przywiązania i tego, co znajdowało się w tamtej pamięci. Podobno nie ma rzeczy niemożliwych, więc dlaczego wszyscy spisali go na straty i nikt nie widzi ratunku? -.-


Wszędzie te sprzeczne uczucia. Z jednej strony zapomnienie, niespełnione obietnice. Przez to wszystko czwartek mogłam uznać za stracony, nie mogłam się z nikim skontaktować i z miłego dnia zostały tylko poszarpane nerwy. Jutro spontan, spontan! kochamy to ;3

+ Dżem - gorszy dzień 


+ zakochałam się <3

 



poniedziałek, 4 października 2010

na raz

Czasem to aż nad wymiar dziwne. Jeden telefon, zaledwie widok imienia osoby dzwoniącej sprawia, że serce podchodzi do gardła, zaczyna się szybsze jego bicie .. Obietnica zaczyna się powoli spełniać. Po raz pierwszy mogę powiedzieć, że nienadaremna była ta wiara, chociaż .. nie, jeszcze nie. Po co zapeszać? Tylko jak zwykle nic nie pasuje, termin, godzina, cokolwiek. Ale trzeba dalej brnąć w kolejne kłamstwa. To taka machina, raz uruchomiona nie daje się zatrzymać. To tak jakbym stała na rozdrożu i nie mogła zdecydować, która droga wydaje mi się bardziej atrakcyjniejsza, którą pragnę podążać. Bo, co bym nie wybrała to i tak zawsze ucierpi, któraś ze stron albo ja pozbawia siebie tej jednej cenniejszej rzeczy. Na dzień dzisiejszy, chwilę, moment, sekundę, oddech nie wiem, co dla mnie jest dobre, więc wybieram mniejsze zło, o ile jeszcze takowe istnieje.
Jestem po pierwszym sprawdzianie w tej wstrętnej szkole, w której nic mi się nie podoba. Staram się przyzwyczajać, ale nie wychodzi. Każdego dnia rano, siedząc z nosem przyklejonym do szyby, pragnę wysiąść na przystanku, na którym nie powinnam. Cóż, nic nie poradzę, że ciągnie mnie w tamte strony. Ale to już podobno nie to samo, więc po co zbędnie oszukiwać umysł i słuchać serca?
Boli mnie ząb. Cieszę się, bo nie mogę za dużo jeść. Jutro zrobię rewolucję. Nie dam się, ej! 
Ano 23 musi się udać ;3 będzie zaaabawa na całego jeśli, by już, no i satysfakcja ogromna ;-)


Nie mam zdjęć, aparat odmawia posłuszeństwa już na dobre, terminy gonią, koniec się zbliża. Zaprzepaszczam swoje szanse, marzenia, pasje na własne życzenie.