Znów to samo, to samo! Cholera, jestem na siebie taka wściekła, taka zła, że zaraz nie wytrzymam. Wszystko we mnie rozrywa się na kawałki. Bo ile razy można sobie obiecać, ile razy można na sobie polegać? nie da się! W dodatku ta pamięć, której właściwie już nie mam. Tracę ją powoli, no bo jak można zapominać najprostsze rzeczy? A nikt mi nie wierzy, no bo po co.
Wiem jedno, jeśli nie zmienię swojego podejścia, chorych przyzwyczajeń to na pewno nie będę miała łatwo. Nic nie pójdzie jak z płatka, bo to już nie to samo. Tyle wiem sama, resztę trzeba mi dopowiedzieć. Choć wolałabym jej nigdy nie słyszeć.
Mówiłyśmy sobie, że się uda. Nie dopuszczałyśmy myśli, że może być inaczej. Ludzie milkną, to swoją drogą. Liczą tylko na korzyści.
Kilka dni temu, po tym jednym smsie powiedziałam sobie, że już znudziło mi się bycie tą drugą, która zawsze jest na telefon, która daje tylko korzyści. Poniża się jak może, by dawać szczęście komuś innemu. Ale ta osoba nie może pojąć, rozróżnić fizyczności, od tego psychicznego czegoś, rozmowy choćby. Czasami trzeba się poświęcać, takie małe przekupstwo.
I źle mi też z tym, że prawie nic w tym tygodniu się nie udało.
Że ciąży nad nami jakieś fatum i nie możemy złamać reguł.
Nawet wkurza mnie to, że prawie okazało się, że koncert stoi pod wielkim znakiem zapytania.
Że chyba brak biletów.
Że chyba nikomu się nie chce.
Że nie mam czasu skończyć czytać książki i zacząć nowej.
Że piosenek ściągnąć nie mogę.
Że zepsuł się telefon i nic nie odzyskam.
Że na jutro nic nie umiem.
Że znów się obżarłam tak, że nie mogę.
Że, co niby z moimi ćwiczeniami?
Że tańczyć mi się chce.
Że mam ochotę na jabłko, ale nie mam siły po nie sięgnąć.
Że znów otacza mnie ciemność.
Że robi się coraz zimniej.
Że nie lubię zimy.
Że czuję się źle, nie wiem czemu.
Że zrobiłam wszystko byle jak i na ostatnią chwilę.
Dlaczego doba nie może mieć więcej godzin, a czas mijać powoli? Dlaczego sny są lepsze niż rzeczywistość? Dlaczego tak ciężko dogadać się z ludźmi, przekonać ich do czegoś? Dlaczego różnimy się poglądami? Dlaczego kawa jest czarna, a nie biała? Dlaczego zima, a nie lato?
Szlag, kurwa, pierdolmy to, mamy rację ;<
Ogarnęło mnie wszystko, bo odwiedziłam dziś tamten budynek. Zobaczyłam ludzi, minęłam korytarze, schody. Choć było jakoś tak pusto, to jednak poczułam, że to nasze. Ta podłoga, te mury, to wszystko. Dotarło do mnie po raz kolejny, że to już nigdy nie wróci. Nigdy już nie będzie tego. Wszystko się skończyło, każdy widzi zmiany, każdy widzi w nich dobro. Jestem jakoś sceptycznie nastawiona. Uśmiechałam się jak mogłam, nawet szczerze. Bo tam było dobrze, tam byliśmy my - wszyscy. Teraz nie ma nikogo, nasze drogi wspólnie nigdy się już nie spotkają. Każdy wyruszył w swoją drogę, może spełnia właśnie ambicje rodziców, a może dostał wolną wolę i kroczy wybranym przez siebie torem. Nigdy nie dowiemy się już nic o tamtych osobach. Słuch gdzieś po nas zaginie. Nikt nie będzie pamiętał.
Wspomnienia trwajcie przy mnie. Jesteście najpiękniejszym darem jaki otrzymałam. Równe 3 lata spędzone wspólnie <4