Zanim zaczęłam pisać włączyłam muzykę.
A zaczęłam pisać jak to zwykle bywa spontanicznie.
Mam tylko nadzieję, że za kilka sekund znowu nie skasuję tego wszystkiego.
Bo przecież to wszystko wychodzi z mojej głowy, a więc w jakimś stopniu jest na pewno prawdziwe.
A prawda jest ważna.
Nie można kłamać, oszukiwać.
Oszukiwać samą siebie - najgorzej.
Nieporadne myśli po raz kolejny
i po raz kolejny wracanie do przeszłości.
Po co w dalszym ciągu wypełniam te wykreślanki, które przypominają mi wakacje.
Po co myślę o osobach, które były kiedyś obecne trochę we mnie, a teraz nie ma ich wcale.
Piękne chwile..
niech sobie nimi pozostaną.
Czy ktoś z Was niewidzialnych czytelników miał kiedyś chociażby przez ułamek sekundy w swojej głowie myśli o tym by stracić pamięć? Mieć nowy czyściutki dysk pamięci, który na nowo zapełniał by się pięknymi i gorzkimi chwilami.
Ja marzę o tym cały czas, im więcej czasu mija tym coraz intensywniej.
Kilka dni temu zaczęłam czytać książkę o porządkowaniu, układaniu, rzeczy w szafie, mieszkaniu i swojej głowie. By wyrzucić to, co niezbędne, oczyścić się. Robię tak cyklicznie, wyrzuciłam już mnóstwo stert papierków, liścików, które zawsze miały dla mnie wartość sentymentalną, uwielbiałam czasami siadać, z lampką wina, czy też bez i czytać i wspominać i sprawiać sobie znowu wielki ból. Więc stawiałam co jakiś czas temu kres - wszystko do śmieci.
Zamiast żyć teraźniejszością, ciągle się cofam, pewnie dlatego nie czuję się ani odrobinę szczęśliwa, nie potrafię otworzyć się za bardzo na nowe znajomości, takie dłuższe. W chwilowych jestem mistrzynią.
Dziwny czas. Zamiast butelki, lub kieliszka jakiegoś procentowego zmieniającego świadomość napoju, mam obok siebie kubek z herbatą. Czasami potrzebuję chyba takiego odwyku.
Chciałabym uronić parę łez ale to chyba też jeszcze nie ten czas.
Duszę się, czuję to coraz bardziej. Muszę znaleźć nową przestrzeń, taką w której nie będę czuła się zbyt bezpiecznie, ale też wiem, że wtedy będę miała ochotę by właśnie poznawać wszystko nowe wokół i będę jej szukała, będę czuła się znowu wolna, czuła zimne powietrze uderzające prosto w twarz, ale będę przy tym chciała się uśmiechać.
Czy to jest właśnie ta moja wymarzona wolność? To pytanie zadaje sobie ostatnio coraz częściej i częściej i mam mnóstwo wątpliwości co do tego.
