Dziś już 3 listopad. Wolne od szkoły <#
Obiecanki cacanki.
Odwiedziłam już lekarza, nie lubię kłamać, ale niektóre tematy są trudne, nie mając wcześniej przygotowanej odpowiedzi po prostu musiałam. Zaraz po wyjściu już pożałowałam.
Trzeba poukładać marzenia w jakieś kolejności, od najważniejszych do tych mniej. Raczej bardziej pragnienie posiadania tych paru rzeczy niżeli marzenia. To nastąpi później.
No i tak naprawdę zaraz będą już te tak jakby najważniejsze święta. Reklamy wszelkie, ulotki, gazety, oferty promocyjne - wszędzie czekoladki opakowane w świąteczne motywy, gwiazdeczki, mikołajki, choineczki i masa niepotrzebnych rzeczy, prezenty, prezenty! Doszłam do tego, że i mi sprawia przyjemność ich kupowania, a później obdarowywania nimi bliskich. Tylko szkoda, że w ciągu tych 2 ostatnich miesięcy tyle tego jest, moje oszczędności nie nadąrzają.
Jakoś sobie radzę, czuję się lepiej.
Jest, jest! Będzie pierwsza jedyneczka, kocham takie kartkóweczki ;3
Na moich ząbkach od kilku dni gości coś metalowoplastikowego w środku. Fajnie uczyć się prawie na nowo mówić.
Co do dnia przedwczorajszego to troszkę smutno mi było, ale tylko dlatego, że zeszłoroczny dzień wspominam inaczej. Bardziej magicznie, mimo chłodu i ogólnego stanu. Przynajmniej troszkę nam się poprawiło, porozmawiałyśmy i odkryłyśmy, że istnieją jeszcze jakieś tam osoby, które pamiętają. Bo to, co kiedyś trwale wyryło się w serduszku, pozostanie w nim na zawsze.
+ kilka wersji, bo nie mogłam się zdecydować.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz