Czuję to, że coraz gorzej jest mi się pozbierać. W środku jestem w nieładzie, kompletnie nie wiem jak to poukładać. Nie czuję się nic, a nic zorganizowana, ani trochę ambitna. Wszystko gdzieś uciekło. I to nie teraz, w tym momencie, od jakiegoś czasu jakoś tak. Pożeram wszystko, co spotykam na swojej drodze, brak mi hamulców, czuję się chora. Na zewnątrz okropnie, jak ja nienawidzę zimy, chłodu, szklanki na drodze. Chcę móc znów założyć ukochane tenisóweczki, jakieś spodenki, cieniutkie bluzeczki i jeździć wieczorami na rowerze. Odwiedzać tamten sklep, tamte miejsca, spotykać znajome twarze. Teraz pragnę tylko zapaść się pod ziemię. Na czas trwania tego wszystkiego pragnęłabym móc zasnąć. Obudzić się jak będzie po wszystkim. Ograniczam swoje wyjścia z domu, wychodzę tylko jak naprawdę już muszę. Pocieszam się marcem przyszłego roku, będzie kilka koncertów, na które mam nadzieję uda się pojechać. Nie przepuszczę już kolejnej okazji, przysięgam. Święta są coraz bliżej, a ja nawet nie jestem w połowie świątecznych prezentów. Nie mogę się doczekać jak zacznę znów eksperymentować w kuchni, lubię to, serio.
Cieszę się szczęściem innych. Naprawdę miło jest posłuchać jak szalenie spędzili ostatnią noc.
Jutro postaram się już nie zaspać. Przeżyć magiczne 5 dni, ukochany weekend, potem znów to samo i jeszcze raz i kolejny, kiedy skończą się te męki?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz