No więc dziś dla tradycji, bo niby ostatni weekend przed postem, adwentem? Troszkę jakoś nie czuję się z tym utożsamiona. - a n d r z e j k i - tak zwią. Mogłam, ale nie wykorzystałam tego dnia. Moim dzisiejszym celem było w końcu od jakiś 2 tygodni, wyspać się. Prawie 10 godzin, nie czułam się dobrze i tak.
Chciałam w końcu jakąś sobotę spędzić tak w domu, bo myślałam, że będzie dobrze, że spędzę w końcu ten czas z siostrą, bo ostatnio ciągle się mijałyśmy, ja przychodziłam jej nie było, ona przyszła ja zaraz szłam spać i tyle.
Obejrzałam pierwszy od tak dawna film, odrobiłam zaległości z ukochanym programem Top model, kończę czytać dawną zaczętą książkę, słucham ulubionych nowych piosenek i od razu świat staje się piękniejszy. Z tej radości posprzątałam nawet w półkach, książki, kartki, małe karteluszki, stare gazety do śmieci, cieniutkie letnie bluzeczki poskładane idealnie w kosteczkę na dno szafy, wyciągamy na wierzch ciężkie ubrania, przytulamy się do milutkich w dotyku sweterków, odgrzebujemy stare smsy, przeglądamy zdjęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz