Czasami myślę, że już się nie pozbieram. Że nie dam rady ogarnąć tych wszystkich dni w całość, że i tak kiedyś o nich zapomnę. Przez kilka ostatnich tygodni próbowałam wygrać z czasem, chciałam go przechytrzyć - nie udało się. Często ludzie wyrzucali mi na co to wszystko, po co się staram jak to i tak na chwilę, po co te głupie zdjęcia, filmiki, po co uwieczniać chwile skoro i tak miną, przyjdzie coś nowego, kiedyś wszystko ulegnie całkowitej zmianie. Nie żałuję tej straconej teraz przeszło godziny, którą miałam poświęcić na opisanie tu ważnych dla mnie rzeczy, zrobię to jutro? Ten śmiech, łzy radości uświadomiły mi, że to wszystko nie idzie na marne, podniosło mnie to troszkę na duchu, choć wiem, że jutro znów będzie normalny dzień, zdążę pokłócić się jeszcze z niejedną osobą niejeden raz, nakrzyczę na kogoś, będę udawać obrażoną i przestanę się odzywać, bo to jednak gdzieś tam leży w mojej naturze. Niekiedy mówię, że nie chcę, że to strata czasu, pieniędzy i tak dalej, ale uśmiecham się potem, bo wiem, że to wszystko nieprawda, że to były tylko wymówki, marne zresztą, bo co jest w życiu piękniejszego i cenniejszego niż wspomnienia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz