piątek, 4 lutego 2011

ważność


3.02
Jeśli mowa o jakiejkolwiek rzeczy, która straciła swą ważność, przydatność to dla mnie nie istnieje. Są jednak takie, które pomimo to szanowałam i celebrowałam do końca, skrywałam potajemnie na dnie szuflady i czekałam aż nadejdzie ta wielka chwila.
Dziś wieczorem nadszedł ten czas. Pierwszy raz świadomie, drugi raz w życiu. Nie jestem na siebie zła za te męki, wyczekiwania, cel uświęca środki. Im dłużej czegoś pragniemy tym radość z tego potem jest jeszcze większa. Jestem młoda, owszem, ale nigdy nie wierzyłam w te steki bzdur, od ludzi którzy ostrzegali. A teraz jest źle, bo chcę jeszcze i jeszcze i bez końca! Nie chcę kłamać i to wtedy kiedy czuję zupełnie coś innego.
Taa i jutro będzie pięknie. Chwila ma trwać wiecznie, a świat się nie kończyć. Kolejne wydarzenie odnotowane w pamięci, na kartce, na dysku, gdziekolwiek. 
Ferie. Tydzień zleciał jak oszalały. Zawsze imponowała mi ta niezależność, brak czasu, życie w biegu, cieszyłam się kiedy robiłam coś ponad swoje siły, kiedy walczyłam by zdążyć. Znowu obietnice, składanie sobie przyrzeczeń, że nadrobię wszelkie zaległości ale to jest gorzej niż nierealne. 
Jest   P R Z Y J E M N I E   C  U D O W N I E    i wgl kocham to!

Czasem dusimy się jak w klatce, nadchodzi moment kiedy zostaje nam otwarte jedyne możliwe wyjście, maleńki otworek, dokładamy sił i starań by UWOLNIĆ SIĘ.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz