No i kolejny bodziec. Czuję się jak małpka zamknięta w malutkiej klatce, naprawdę. To tak jakby nie móc wypowiedzieć żadnego słowa. Jakby ktoś zakleił Ci plastrem usta lub co gorsze zaszył je tak byś nie potrafiła mówić. To jest okropne, bo nagle potem każą ci być twardym i mieć swoje zdanie, w momencie kiedy właśnie Ci je odbierają.
Ciągle nie mogę pojąć dlaczego moja siostra i mama nie mogę zrozumieć jak ważne są dla mnie wspomnienia, jaką niesamowitą siłę i moc dla mnie przybierają. Zabierają mi to, co najcenniejsze nie pytając nawet o zdanie. To taka zabawa, jeśli zauważę sama niespodziankę to mam się wściekać? To tak jakby zacząć rzucać we mnie kamieniami. Ból, ból. Dla mnie każda rzecz, nawet ta najmniejsza, najmniej użyteczna ma wartość. Nie mogłam powstrzymać tego potoku łez. Znów poczułam się słaba i ta cholerna bezsilność. Teraz ja pragnę zrobić im coś na złość, na przekór. Mama jest zła i ciągle coś jej nie pasuje. Ale nie rozumie w jak podobnym położeniu się znajdujemy. Nie potrafię już rozmawiać z żadną z nich. Żyjemy obok, karmimy się nawzajem kłamstwami, każda między sobą skrywa małe niepozorne sekreciki, przybieramy różne maski, często niezgodnie z tym, co naprawdę czujemy. Dławimy się pozorami, ale wszystko ustawiamy zgodnie z przyjętymi zasadami. Tylko czasem JA, bo najmłodsza, bo jeszcze czegoś niby tam nie umiem, mogę sobie pozwolić na chwilę słabości. Chociaż kiedyś to ja mówiłam im, żeby się nie poddawały, pokazywałam jak to wszystko mają przetrwać. Byłam jeszcze mniejsza, bardziej niezdarna ale wzbudzałam litość. Teraz już to nie działa. Na nic prośby, rozpaczliwe lamenty. Wszystko mija.
Musiałam wyrzucić z siebie trochę tego świństwa. To czasem bywa przykre, takie publiczne obnażanie się.
Trzeba przetrwać te święta ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz